Wiele lat po pierwszej metamorfozie przyszła kolej na drugą. W 2007 roku doczekałam się własnego M. Na moje szczęście mój remont trwał na tyle długo, że zbiegł się z remontem u rodziców jednej z moich ulubionych koleżanek.
Odziedziczyłam wtedy drugą (o pierwszej napiszę jeszcze w tym roku), w moim życiu meblościankę gierkowską (ciemna politura na wysoki połysk) i od razu znalazłam dla niej przeznaczenie. Część z niej miała stanowić meble w pokoju mojej córki, a część służyć, jako zabudowa kuchenna.
Urządzenie azylu dla mojej księżniczki nie był dla mnie problemem. Ograniczał mnie bardzo budżet, a w zasadzie jego brak, ale jakoś sobie z tym poradziłam… zresztą oceńcie sami 🙂
Na pierwszy ogień poszła piła w ruch. Tym razem moim sojusznikiem był brat (to pewnie wtedy rozbudziła się jego miłość do tworzenia mebli – meble FURNITA, to ON :)). Meble zostały pocięte zgodnie z moją wizją. Chciałam aby meble się wyróżniały no i żeby córcia dobrze się w nim czuła.

Poprzez allegro zamówiłam drewniane gałki (niestety nie mam już namiarów na tego Pana stolarza). Gałki były złożone z dwóch części: płatki kwiatów i osobna gałeczka – kulka) z surowego, drewna.


Na koniec stworzyliśmy wieżyczkę (do wyższej szafki przykręciliśmy pociętą na wymiar szafki, kantówkę z charakterystycznymi dla wieży ząbkami).


Jak już szafki zostały pomalowane (farbą akrylową, półmatową do drewna) to namówiłam na pomoc młodszą siostrę. Wykonała szablony kotów, które przez kilka kolejnych lat mieszkały w pokoju mojej księżniczki na jej meblach.




Kuchnia stanowiła większe wyzwanie, ale udało mi się stworzyć funkcjonalną zabudowę z dwoma dodatkowymi regałami, które stanęły niemal obok siebie, rozdzielone pozostałością po ściance dzielącą kuchnię od pokoju wielofunkcyjnego.

Widzicie regał pomiędzy piekarnikiem a lodówką? To była moja mini – spiżarnia. Ten element znalazł się tam celowo. To nic innego jak część biurka (bez szuflad) stojący na bocznej ściance.

Szafki zostały pomalowane pachnąca farbą akrylową półmatową w kolorze cappuccino. Gałki kupiłam w IKEA (to był czas, kiedy zaczynałam być stałym bywalcem tej sieciówki, – bo jest to nadal jeden z ulubionych moich sklepów, do którego chętnie zaglądam od czasu do czasu).
Zdjęcia są sprzed 10 lat, najlepsze jakie znalazłam- niestety wtedy nie myślałam o tym, że będę je publicznie pokazywać 🙂 Mebelki mi się bardzo podobały lecz nie były w stanie pomieścić wszystkich naszych szpargałów – co widać 🙂 obecnie mamy dużo szaf, w każdym pomieszczeniu, ale jakoś się „gubią” i odwiedzający nas goście (nawet spontanicznie) mają poczucie że u nas jest zawsze tak ładnie i czysto – a to dlatego, że nasz bałagan jest ukryty 🙂
Co myślicie o takiej aranżacji? Czy Wy też przerabialiście meble w swoim domu?
2 komentarze “Meble gierkowskie”
Super Daguś, pamiętam że moja mama nie dowierzała że jej stare meble mogą do czegoś się przydać:)
Dzięki Agusia 🙂 wtedy te meble spadły mi jak z nieba 🙂