Firanka dziecięca

Rodzice pokazali nam, że nawet w szarych latach 80-tych i na początku 90 -tych można mieć urządzone mieszkanie niestandardowo.

Owszem, mieliśmy wtenczas meblościankę typową do czasów, w jakich żyliśmy, ale okazuje się, że akurat ten model jest ponadczasowy. Rodzice posiadają ją do dziś. Nie razi w oczy, bo stoi na nóżkach około 20 cm nad ziemią. Korpusy są w kolorze ciemnego drewna, a fronty szafek i szuflad są białe. Gdyby nie to, że wiemy, iż jest wiekowa to można by powiedzieć, że jest w stylu PRL (jakże modnym obecnie).

Pokoje dla nas – dzieci szyte były na miarę. Najpierw mieszkaliśmy wspólnie we trójkę w jednym pokoju. Z biegiem jak przybywało nam lat i wyrastaliśmy z łóżeczek dziecięcych- my z siostrą przeniosłyśmy się na łóżko piętrowe. Nie byle, jakie. Tata je stworzył sam, od podstaw. Było duże, solidne a pod spodem miało bardzo pojemne szafki. Często ściągaliśmy materac z górnego łóżka na podłogę i skakaliśmy.

Z czasem do „kompletu” tata zrobił dla nas zestaw meblowy. Nie wiem do dziś skąd, ale rodzicom udało się kupić drewniany ikeowski stelaż z półkami – w Ikea można kupić go nadal (seria IVAR). Ta seria charakteryzuje się tym, że półki można montować na dowolnej wysokości za pomocą bolców (stelaż ma mnóstwo dziurek). Na podstawie z trzech półek tata zrobił szafki z drzwiczkami drewnianymi, panelowymi, które zabarwił bejcą na czerwono (tak wiem nie był to najwłaściwszy kolor do pokoju dziecinnego, ale… pamiętajcie to były czasy, gdy królowały ciemne brązy, granaty, zielenie – tata chciał nasz pokój rozjaśnić- niekoniecznie do sterylnej bieli, no a poza tym to pewnie był cud, że udało mu się czerwoną bejcę zdobyć :)). Jedna z szafek – teraz nazwalibyśmy ją komoda- miała nawet dwie szuflady :). Dodatkowo wkomponowane w stelaż (jeden wysoki po środku, a niski po bokach) miałyśmy wkomponowane biurka i półeczki nad biurkami, do których zamontowane były lampki. Stelaż był pociągnięty lakierem bezbarwnym.
Nie mam niestety zdjęć, ale nasz pokój został urządzony spójnie w kolorach beżu, brązu i czerwieni – nie był zawalony maskotkami, plakatami i innymi bibelotami, które świadczyłyby o tym, że mieszkają w nim nastolatki, bo to czuło się od progu 🙂

W związku z tym, czym przesiąkłam za młodu od razu wiedziałam, że bez względu na wszystko moje dzieci też będą miały pokoje, w których będą się czuły odpowiednio do swojego wieku 🙂

Tak naprawdę, nie potrzeba dużych umiejętności i zasobnego portfela, aby zaaranżować przestrzeń naszego malca/nastolatka. Wystarczy kilka pomysłów – swoich lub zaczerpniętych z Internetu, trochę wolnego czasu i chęci. Tak jak wspominałam we wcześniejszych postach u mnie króluje harmonia. Nie wyobrażam sobie, żeby w pokoju dziecinnym wisiały firanki niepasujące do reszty pomieszczenia. I nie chodzi mi o kolor tylko o styl.

Jedna z babć bardzo chciała sprezentować nam firankę do pokoju średniej córki (najmłodsza była wtedy jeszcze w drodze). Firanka była akurat w takim wymiarze jak potrzebowałam – nie za długa nie za krótka. Była gładka – takie mi się bardzo podobają, ale… No właśnie. Firanka wykończona była gipiurą. Nie w moim stylu, a już na pewno nie do pokoju dziecinnego (przynajmniej w moim przekonaniu, bo może Wy właśnie akurat taką chcielibyście mieć i to nic złego :p).

Miałam do wyboru kilku wariantów. Schować prezent do szafy i zapomnieć o nim, oddać komuś albo po prostu przeobrazić ją. Niewiele myśląc wyprułam gipiurę a w jej miejsce przyszyłam taśmę rypsową w kolorach pasujących do całości pokoju.

Potrzebowałam 4 metry taśmy. W zasadzie cały koszt, jaki poniosłam wyniósł mnie około 10 zł. Z wizytą u krawcowej pewnie by wyszło 25 zł – może ciutkę więcej – na pewno dużo mniej niż za gotową dziecinną firankę.

Niewątpliwym atutem takiego rozwiązania jest to, że przy kolejnej aranżacji pokoju moich przedszkolaków, pewnie zmienię taśmę na inną – bo firanka sama w sobie jest fajna – więc nie ma sensu wymieniać ją na inny model 🙂

Co powiecie na taką metamorfozę babcinej firanki?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.